- Cezary, tel. 889 493 153

Orzechowe Przygody Wiewiórasa

“Wiewióras na Szlaku
Wewnętrznego Zdrowienia…”

Trener Czarek
BLOG

Leniwa sobota Wiewiórasa...

Wiewióras siedział w sobotę w swoim fotelu po orzechu i robił nic. A kiedy piszę “nic”, to naprawdę mam na myśli NIC. Nie układał piramidek z orzechów, nie skakał z drzewa na drzewo, nawet nie myślał o tym, co mógłby zjeść na obiad. Po prostu siedział, patrząc w przestrzeń jak filozoficzny wiewiór zapatrzony w nicość.

Był smutny, rozżalony nad swoim losem i dopadała go beznadzieja wobec nadchodzących chwil. W jego głowie było dużo negatywnych myśli, za nimi pojawiały się emocje, które cisnęły łzy z oczu: “Ta sobota jest bezsensu…” Wiewióras, zwykle pełen energii i zapału do życia, znalazł się w stanie absolutnego marazmu. Nawet słońce na niebie wydawało mu się trochę mniej jasne, a liście na drzewach… no cóż, nadal były zielone, ale Wiewióras nie mógł się z nimi do końca zgodzić.

Nagle, na gałęzi tuż pod nim, wylądował ptak – chyba sroka, choć Wiewióras nie był pewien. W dziobie miał upakowany kawałek czegoś brązowego. Wybrał dokładnie miejsce nad głową Wiewiórasa, potrząsnął skrzydłami trzy razy do góry i trzy razy w dół, a następnie z całym impetem wyrzucił coś z dzioba prosto w dół! Coś brązowego palnęło w środek głowy Wiewiórasa i rozłupało się na dwie połówki.

“Auuuuu!”– wrzasnął Wiewióras, i wystrzelił z fotela. Wykręcił głowę do góry i zareagował odruchowo – chwycił kij leżący obok i rzucił w stronę ptaka. “Głupie ptaszysko, spadaj!!!” Ptak zwinął się, uniknął uderzenia, a następnie zręcznie wylądował na gałęzi obok. Jednakże, zamiast odlecieć, zdecydował się na bardziej dramatyczną eskapadę – wzbił się ponownie i zanurkował przelatując nad głową Wiewiórasa, odbił się od jego pleców i w końcu złapał zdobycz w dziób, po czym odleciał w dal.

Wiewióras był w szoku. Ogarnęła go wściekłość, więc kopnął fotel, łamiąc przy tym szklankę z kory, i krzyknął: „Co za gówniany dzień!!!” – Tsssss….to boli…- Chwycił się za głowę, szukając miejsca, w którym otrzymał cios, i zaczął masować to miejsce. Zlokalizował fałdkę na czaszce, a w niej niewielkie zgrubienie. Zaczął delikatnie uciskać to miejsce ale od razu odczuł rozdrażnienie i dziwny ból, którego nie umiał opisać.

Kręcąc się wokół drzewa i masując bolące miejsce, Wiewióras uspokoił się, ucisk już nie był tak dokuczliwy, więc usiadł na zielonej trawie i pomyślał: „Dziwne, mam ochotę na szarlotkę”. Teraz, mimo że wcześniej tkwił w fotelu w depresji, a chwilę potem był w stanie przewrócić drzewo żeby dopaść ptaka…teraz widział piękną jabłoń, rosnącą za stawem, z owocami słodszymi niż miód Misiałoka, od którego pożycza czasem motorynkę.  W trakcie spaceru myślał o tym zdarzeniu i zdał sobie sprawę, że ptak miał spoko plan. „Nieźle to wykombinował” – pomyślał Wiewióras. – “Ale akurat moja głowa? Nadaje się?” – Puknął pięścią dwa razy w łeb – “Nadaje się, mocna czacha, dobry wybór ptaku!” – Wiewióras uśmiechnął się – pierwszy raz w sobotę.

Podczas gdy szarlotka doskwierała w piekarniku, Wiewióras zaczął układać bałagan przed swoją chatką. – “Deserek z filmem, deserek z filmem” – podśpiewywał i kolejny raz uśmiechał się. Jeszcze wspiął się na gałąź, żeby zobaczyć, czy ptak nie wrócił z kolejną zdobyczą. W końcu, mając ustawiony film i pół blachy szarlotki na liściu z winogron, Wiewióras poczuł się jak prawdziwy mistrz sobotniego lenistwa.  – “Takie lenistwo to rozumiem – spacer, sprzątanie, deser, filmik…” – Ale zanim chapnął pierwszy kęs szarlotki, coś mówiło mu że chce sprawdzić, co to za punkt na tej głowie. Przypomniał sobie, jak kiedyś przy ognisku stara Sowaruha opowiadała o czarodziejskich energiach, które płynęły z poza lasu, z przestrzeni zwaną Kosmosem Szeptów. Mówiła o tajemniczych strumieniach magii, których nazwać nie sposób, lecz których istnienie można było odczuć w sercu i duszy. Wiewióras ułożył się na zielonej trawie i odpłynął w opowieść Sowaruchy, której głos był niczym szmer liści wiatru niosący tajemnicę i nadzieję w tym spokojnym momencie…

“…W Kosmosie Szeptów istnieją strumienie magicznej energii, które płyną niczym błyszczące kuleczki, rozświetlając ciemność swoim blaskiem. To meridiany, które przemierzają cały Kosmos Szeptów. Są one jak magiczne szlaki, po których podróżują nie tylko gwiazdy, lecz również dusze wędrowców, którzy pragną uzdrowienia i odrodzenia…I słuchajcie uważnie, moi młodzi Wiewiórasi, bo meridiany nie tylko przemierzają przestrzeń, lecz również leczą i uzdrawiają. Kto potrafi odnaleźć swoją drogę wśród tych magicznych strumieni, ten odnajdzie siłę i harmonię w sobie” – mówiła stara Sowaruha, a w jej oczach płonęło ognisko mądrości i tajemnicy…„..Jeśli kiedykolwiek odczujecie, że wasza dusza potrzebuje uzdrowienia, oddacie się w ręce meridianów. Poczujcie ich magiczną moc, która płynie przez ciało, oczyszczając je z wszelkich złych energii i przynosząc spokój i równowagę…”

30 sekund później Wiewióras wylądował przed  swoim magicznym laptopem i wyguglał co trzeba. Jego oczy zatrzymały się na interesującym opisie dotyczącym punktu chegling GB18 – punktu na ciele, który miał właściwości uzdrawiające i oczyszczające, a jego znalezienie miało być kluczem do jego dzisiejszej harmonii i równowagi.

„Oooo, to jest to!” – zawołał wiewióras i czytał na głos –

Punkt chegling GB18 – ma potężny wpływ na uspokojenie umysłu, obsesyjne myślenie, smutek , demencję, bóle głowy, zawroty głowy, zablokowany nos, awersję do zimna, skrócony oddech…

 

Chwycił ołówek i naszkicował na szybko miejsce, gdzie oberwał.

„Aha, więc to jest ten punkt!” – krzyknął Wiewióras, kiedy w końcu dowiedział się o jego właściwościach. I już wiedział, że nie na darmo była cała ta sobotnia akcja – wyciągnął z niej nie jedną lekcję. Bo teraz wiedział, że nawet jeśli mamy trudny orzech do zgryzienia, można znaleźć sposób na radzenie sobie z sytuacją. A jeśli coś boli lub wkurza, można nadal uśmiechać się i być w dobrej kondycji duchowej. Wystarczy popatrzeć na pewne sprawy z dystansu, stanąć z boku. A co do soboty, to już wcale nie musi być beznadziejna i depresyjna – wystarczy trochę szarlotki, filmu, medytacji i odrobiny magii akupresury, by zmienić ją w dobry dzień! Bo w końcu, jak mówi stare wiewióracze przysłowie:

“Gdy problem spada na Ciebie jak orzech, niech będzie to znak, że istnieje droga do środka. Wystarczy spojrzeć w głąb siebie, by odnaleźć rozwiązanie i siłę. Nawet najtrudniejszy do rozgryzienia orzech może stać się pożywką dla naszej wewnętrznej mądrości.”

KONTAKT

PRACUJĘ

© Copyright 2024 kolorowagrafika.pl